LifeFree.pl

Śnieg i ukulele

Gdy wychodziliśmy z Rozalką na rower z półki, gdzie trzymamy kask, czapki i szaliki wypadła zimowa rękawiczka. Dziewczynka od razu ją założyła i spojrzała na mnie błagalnie "tata, proszę, śnieg, okej?". I jak tu córce odmówić?
Piotr Bielski
Piotr Bielski

Aneta miała spotkanie z przyjaciółką i to popołudnie dla naszej niespełna 2,5-letniej córeczki miało być popołudniem „tatowym”. Szczęśliwie nie jest to u nas rzadka sprawa, bo tato ze mnie codzienny i powszedni, a nie weekendowy, ale myślałem, czy coś innego niż zwykły spacer rowerowy mogę tym razem córce zafundować. Zastanawiałem się gdzie się wybrać w tak piękny dzień, gdzie jeszcze nas nie było, ale nic nowego nie przychodziło do głowy. Dzwoniłem do przyjaciół, którzy jakoś, traf chciał, nie odbierali telefonów. No to dobra – pomyślałem – spontan sprawdza się najlepiej, jogę śmiechu przecież też wprowadziliśmy do Polski zupełnie bez żadnego planu, a niespodzianki są w końcu najfajniejsze...

Gdy wychodziliśmy z Rozalką na rower z półki, gdzie trzymamy kask, czapki i szaliki wypadła zimowa rękawiczka. Dziewczynka od razu ją założyła i spojrzała na mnie błagalnie "tata, proszę, śnieg, okej?". I jak tu córce odmówić? Jakbym mógł to ja zdecydowany zwolennik ciepłych wiosen i ciepłych krajów normalnie bym na te 5 minut dla niej teraz lekką śnieżycę wywołał! Ruszyliśmy, nasza stała trasa nr 3 ścieżką rowerową wzdłuż Radzymińskiej przez Park Praski, gdzie wykonamy rundkę dookoła by potem Jagiellońską, wzdłuż stadionu Narodowego, dojechać do Parku Skaryszewskiego. Po drodze oglądaliśmy „loloty” czyli samoloty, które Rozalka zwykła witać z entuzjazmem w taki właśnie sposób i których dziś nad wyraz dużo latało, podobnie jak „ciuciuciu!” czyli pociągi pędzące wzdłuż naszej ścieżki do Wołomina, a może nawet i do Łochowa, w okolice naszego ulubionego Liwca, w którym taplaliśmy się poprzedniego lata. Tu i tam nam ktoś pomachał, ktoś uśmiechnął, ktoś się zdziwił na widok wesołego malucha w zielonym kasku usadowionego w zielonym foteliku na przedzie dużego zielonego roweru. I tak dotarliśmy do Parku Praskiego, w którym Rozalka zdecydowała śmiałym „tato, tutaj, tam!”, że się zatrzymamy na placu zabaw.

I dalej niby rodzicielska codzienność, to huśtawka, to zjeżdżalnia, to przepychanka z Adriankiem w kolejce na drugą turę, to kłótnia z Oliwką o łopatkę i foremkę z żółwiem, które nie należą do żadnej z nich, to szalony plan młodej, że musi wejść akurat na tę najwyższą ze zjeżdżalni i tato jak stary zgred cierpliwie tłumaczący, że to jeszcze nie czas na to, a przecież dziecko wie, że istnieje tylko tu i teraz, i to w tym tu i teraz pojawia się pragnienie, i to by było na tyle. W pewnym momencie zaobserwowałem, jak do placu zabaw zbliża się młoda mama z berbeciem zawiniętym z przodu w chuście, z drugim maluchem w takim wieku mniej więcej Rozalkowym na wózku, który pchała jedną ręką, trzymając za drugą jeszcze kilkuletniego chłopca. Gdy podeszli blisko nas i mama z zawiniątkiem usiadła na huśtawce z jednej strony, średnie dziecko będące raczej dziewczynką usiadło na drugiej huśtawce, a chłopak stanął pośrodku miałem ochotę zrobić im zdjęcie i podzielić się tym zachwytem z całym światem, bo byli w tym tacy piękni i tak blisko razem. „Jesteś dla mnie ideałem nowoczesnej Matki Polki tak świetnie ogarniając trójkę!” - odważyłem się w końcu zagadać mamę. „Bardzo mi miło – odpowiedziała – tylko ja nie jestem Polka, tylko Litwinką”. „Jeszcze piękniej!” - odpowiedziałem, bo przecież te wszystkie narodowości to tak naprawdę jakiś drugorzędny dodatek do życia, bo jak umiemy się porozumieć i skupić na tym co wspólne, nasze serca biją tak samo.

Ale to nie był czas na filozofowanie, więc wróciłem do Rozalii, która zaczęła się bawić z małym Arkiem. Nie ma to jak chłopak trochę starszy. Arek dostał właśnie na czwarte urodziny pistolet do baniek mydlanych w kształcie tyranozaura. Ma też dinozaurową czapeczkę i bluzkę. Pokazuję jego tacie, że my mamy dzwonek rowerowy w kształcie dinozaura i breloczek z latarką do kluczy, którym zawsze mogę Rozalce ciut poprawić humor. Tata Arka widząc, że mamy podobne zainteresowania, podzielił się ze mną swoją teorią na ten temat: „najlepiej znają się na dinozaurach 4-latki, potem hen hen za nimi są paleontolodzy, potem jeszcze łapią się rodzice 4-latków, i dopiero na potem jest ta cała reszta”. „Moja córka jest pewnie święcie przekonana – odpowiadam śmiejąc się – że dinozaury żyją wśród nas jak słonie czy dziki”. Bo żyją! - zawołał z dużym entuzjazmem tata Arka - „bo ptaki to są dinozaury, fachowo takie ich iteracje, poczytasz na ten temat w internecie, poważni naukowcy to mówią”. To byłaby dobra wiadomość zapewne, tymczasem Arek grzecznie prosi „proszę pana” czy może zatrąbić na Rozalkowym klaksonie. Ależ jasne, jak nasz klakson może się choć odrobinę przyczynić do szczęścia drugiego człowieka, niech służy.

Poznajemy też Alę, która daje się poczęstować czekoladą z cukrem kokosowym, a Rozalka dostaje od jej taty gofra. Tato jak na nowoczesnego świadomego rodzica przystało, skrupulatnie recytuje mi całą listę półproduktów, które złożyły się na tego gofra, a ja mówię, że gofrowi z serca podarowanemu nie będziemy zaglądać do wnętrza. I tak dziewczyny wesoło jedzą gofry, mają jakieś foremki, coś robią w piasku, jest też jedno lilipucie krzesełko, a Rozalka uwielbia krzesełka, tylko teraz na nim siedzi Ala. Moja córa postanawia załatwić sprawę roszady uroczym gestem delikatnego zdejmowania Ali i tekstem „tutaj, teraz, kinka (dziewczynka), okej?”. Ala po chwili się zbiera, też jest rowerzystką tyle, że z tylnego siodełka taty i wraz ze starszym bratem, już samodzielnie pedałującym, wybierają się na „bumbary”. A gdzie w Warszawie leżą „bumbary” zdradzać nie będziemy, ufając, że jeśli lubicie patrzeć na wodę i macie w sobie coś z dziecka intuicyjnie je znajdziecie.

Tagi

Ludzie

Piotr Bielski

Piotr Bielski

Trener
pionier jogi śmiechu w Polsce, socjolog, podróżnik, autor książek „Joga śmiechu. Droga do radości” (2016) oraz „Indie z miłością i śmiechem. Przewodnik subiektywny” (2017), organizator autorskich wypraw, coach radości, szczęśliwy mąż Anety i tato Rozalki.

Komentarze

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treścia zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Warto przeczytać

Królik Zając, któremu do perfekcji wiele zabrakło!

Królik Zając, któremu do perfekcji wiele zabrakło!

Inspiracje
wtorek, 17 września 2019, 07:52
Od tygodnia mieszka z nami królik. Pojawił się. Nikt nie wiedział skąd się wziął. Zamieszkał w naszej drewutni. Wyłazi późnym popołudniem i do nocy żeruje przerabiając koniczynę w malutkie kuleczki.
To ja jednak trochę z boku…

To ja jednak trochę z boku…

Inspiracje
piątek, 13 września 2019, 11:08
Zawsze, w końcu, kiedyś, wreszcie możesz powiedzieć do siebie, w związku z niemal każdą sprawą: widać tak miało być.

Zobacz również

Syn i ojciec. Woda. O wyścigu.
Inspiracje
czwartek, 05 września 2019, 22:47

Syn i ojciec. Woda. O wyścigu.

Startowaliśmy łagodnie. Wydawałoby się razem. Ustawiliśmy na tafli pierwszego jeziora...